Bieg Niepodległości w Warszawie (2013) – fotorelacja

I po tegorocznym Biegu Niepodległości. Piękna słoneczna pogoda (jak zwykle 11 listopada chciałoby się napisać), miło spędzony czas, udany bieg z nową życiówką na 10 kilometrów. Czego chcieć więcej? Dłuższa relacja lada dzień, na początek kilka zdjęć.

Zdjęcie0054Tutaj tuż przed biegiem z siostrą (dla, której to ile się nie mylę drugie zawody na 10 km w życiu… Magda mimo, że nie jest regularną biegaczką, bo preferuje raczej inne aktywności sportowe, nie miała specjalnych problemów żeby pobiec w okolicach 57 minut).

IMG_1502 Jak co roku na trasie pojawił się zabytkowy samochód z sobowtórem Marszałka Piłsudskiego.

IMG_1503Tutaj jedni z pierwszych startujących biegaczy.

IMG_1507Już po biegu z medalem i nową życiówką :)

Zdjęcie0072I zbieramy się powoli po biegu (na zdjęciu z wierną kibicką – żoną).

Zdjęcie0081Niestety zabrakło koszy na śmieci przez co wracając z biegu można było się natknąć na takie widoki (nauczka na przyszły rok).

IMG_1514Dzisiejszego dnia znane warszawskie centrum handlowe Arkadia zostało opanowane przez biegaczy :) (za sprawą dostępnych parkingów dla uczestników BN w podziemiach Arkadii)

Rozruch przed Biegiem Niepodległości

Już jutro Bieg Niepodległości. Zgodnie z planem to bieg, w którym planuję pobić swój rekord życiowy na 10 km (47:33). Nie wyobrażam sobie, żeby mi się to nie udało… pytanie tylko czy zejdę poniżej 46 minut, czy jeszcze na to za wcześnie.

Dziś dzień przed zawodami zrobiłem mały rozruch. Najpierw około 6 km lekkiego biegania, a później jeszcze 3 krótkie odcinki rytmowe (biegane szybko, ale dość luźno). Pogoda zapowiada się idealna (około 7 stopni). Zdrowie dopisuje. Muszę się tylko wyspać bo dwie ostatnie noce lekko zabalowałem… ale będzie dobrze :) Forma chyba przyzwoita… co wnioskuję na podstawie… pulsu. Dziś na ciśnieniomierzu wyszedł mi puls w okolicach 50 paru… Lekko zdębiałem bo nigdy wcześniej nie widziałem u siebie wskazania poniżej 60 (nawet jeśli mierzyłem puls tuż po przebudzeniu). Miłe zaskoczenie :) Gorzej tylko z wagą… która od ostatniego biegu spadła ale tylko do 83 kg (czyli ciągle plus 2 kilo w porównaniu z zeszłorocznymi zawodami). Ale to nie jest na tyle duża różnica, żeby się martwić.

Jeśli chodzi o jutrzejszy Bieg Niepodległości w Warszawie… kto z Was się jutro wybiera? Jaki czas atakujecie?

Dziś na rozruchu w bluzie, którą ostatnio dostałem do testów od Nike’a (z nowej kolekcji jesienno zimowej).

Niby normalna bluzka (a może lepiej by było napisać bluza… chociaż jest na tyle cienka, że jednak trzymałbym się określenia bluzka)…

20131110076A jednak coś sprawia, że mając do wyboru teraz inną podobnego typu bluzę Adidasa to z nich dwóch wybiorę produkt firmy Nike. Głównie za sprawą użytego materiału (podobno jest to ocieplany wariant Dri-Fit), który jest zarazem cienki i lekki, a z drugiej strony sprawia wrażenie ciepłego i bardzo przyjemnego w dotyku. A przy tym dobrze oddychającego i oddającego wilgoć.

20131110077Nie miałem jeszcze tej bluzki na dłuższym treningu, ale z tego co czuję po pierwszych biegach to nie ma w niej żadnych elementów, które mogłyby np. obcierać.

20131110078

To, co mi się dodatkowo podoba (chociaż to dość często spotykany element w bluzach i kurtkach) to przedłużone rękawy. Dziś na początku treningu kiedy w dłonie mogłoby mi być chłodno, dzięki temu, że wystawały mi właściwie same palce nie potrzebowałem rękawiczek.

20131110079

Fajny, wysoki kołnierz sprawia, że bluzka zapewne sprawdzi się zarówno w sytuacji kiedy będzie trochę bardziej wiało, jak i trafi się na cieplejszy dzień, kiedy będzie można rozsunąć trochę bluzę (suwak jest naprawdę długi, więc dobra wentylacja gwarantowana).

20131110080

Nie wiem na ile bluzka sprawdza się pod względem widoczności (chociaż jak widać na zdjęciu posiada elementy odblaskowe)… ale podejrzewam, że zgodnie z duchem całej kolekcji jesienno zimowej od Nike’a i o tym projektanci pomyśleli.

Z tego co udało mi się sprawdzić to w sklepach bluza jest dostępna jako NIKE DRI-FIT KNIT LONGSLEEVE HALF-ZIP. Jedyne co może lekko odstraszać to cena… ale gdybyście widzieli tę bluzę w jakiejś promocji to gorąco polecam! Mając do wyboru kupno dwóch bluz niższej jakości bądź tej jednej od Nike’a z moim raczej minimalistycznym podejściem (trochę to śmiesznie brzmi, kiedy pisze to osoba mająca pełną ciuchów biegowych szafę… ale głównie za sprawą koszulek startowych) ja pewnie wybrałbym tę jedną od Nike’a. Tak mogę napisać po przetestowaniu jej w terenie… bez wcześniejszych testów pewnie trudno by mi było podjąć taką decyzję…

A wracając do jutrzejszych zawodów… Trzymajcie za mnie jutro kciuki… ja też za Was będę :)

Dean Karnazes „Ultramaratończyk” – recenzja

ultramaratonczyk-b-iext23095221Dean Karnazes „Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości”

Historia Karnazesa to kolejna z historii, w której bieganie odmieniło czyjeś życie i pozwoliło zrozumieć jego sens. Karnazes biegał już od lat nastoletnich (co więcej trenował bieganie)… ale jak to często bywa w pewnym momencie porzucił ten sport i pochłonęło go „normalne” życie. Nauka, później praca, dom… Wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery przychodziło mu z łatwością. Nie miał (tak jak np. Roll bohater „Ukrytej siły”) przy tym żadnych poważnych problemów życiowych takich jak uzależnienie od alkoholu. A jednak kończąc swoje 30 lat czuł, że coś jest nie tak. Czuł, że wygrywanie nowych kontraktów w pracy, które przynosiłu mu wysoką premię, to nie jest to co go nakręca, uszczęśliwia. Powoli zaczął przestawać widzieć w tym wszystkim sens.

Pomogło mu (a jakże, chyba nie jesteście specjalnie zaskoczeni) – BIEGANIE. Po kilkunastu latach wrócił do sportu, który porzucił w okolicach 15 roku życia. Bieganie pozwoliło Karnazesowi uwolnić myśli, odstresować się, poczuć, że naprawdę żyje. Dość szybko odkrył, że największą frajdę sprawiają mu długie wycieczki (kiedy to może przebiec z jednego miasta do drugiego, po drodze wstępując na… pizzę – szczegółów tej zabawnej historii nie chcę Wam zdradzać, bo to bardzo fajny fragment książki). Nie pamiętam teraz dokładnie z jakiego powodu, ale w pewnym momencie Karnazes zdaje sobie sprawę, że jego przeznaczeniem są biegi ultra (do słynnego wyścigu 100 milowego w Western States zaczyna trenować za sprawą dwóch wojskowych biegaczy, którzy przy okazji jednego z treningów, spowodowali, że Karnazes któremu się wydawało, że jest w fantastycznej formie, wręcz się zawstydził porównując ich trening ze swoim).

Wejście w świat ultra nie było wcale takie łatwe… pierwsze zawody ultra (z dystansem w okolicach 80 km) były dla niego wykańczające. Podejrzewam, że po jednych z pierwszych zawodów, które to skończył wymiotując w samochodzie, miał zupełnie dosyć biegów ultra. A jednak zawzięcie siła woli sprawiły, że Karnazes przygotował się do biegu Western States i jak na debiutanta zajął w nim dobre miejsce. Później poszło z górki (takie można mieć wrażenie) – Karnazes podejmował coraz to bardziej szaleńcze wyzwania – Bieg w Dolinie Śmierci, maraton na Biegunie Południowym, udział w sztafecie, której zadaniem było przebiec 320 km (Karnazes powinien startować w kilku osobowym zespole… a on przebiegł ten dystans sam!).

I znów można mieć wrażenie, że mamy z człowiekiem nie z tej planety… Z jednej strony pewnie jest dużo racji w tym spostrzeżeniu, ale z drugiej strony nie możemy zapominać o kryzysach, które spotykały Karnazesa. Każde z opisanych wyzwań było okupione olbrzymim zmęczeniem i bólem. To nie jest tak, że Karnazes rusza z kopyta i bez problemu robi te 320 km… zdecydowanie nie. To, co sprawia, że mimo ogromnego bólu i zmęczenia, kiedy już w pewnym momencie biegu organizm odmawia posłuszeństwia, on dalej walczy to fakt, że biega sercem. Najczęściej mówi się o bieganiu głową… Karnazes z kolei akcentuje „biegaj sercem” (chociaż w zasadzie chodzi o to samo).

Tak sobie pomyślałem pisząc te recenzję, że wielu amerykańskich biegaczy (czy to Jurek, czy Salazar czy Karnazes) to osoby, które co prawda wychowały się bądź spędziły większość swojego życia w Ameryce, ale zarazem to osoby, których rodziny stosunkowo niedawno się przeniosły do Ameryki (dziadkowe Jurka mówili po polsku, ojciec Salazara uciekł w latach 50-tych z Kuby, a w żyłach Karnazesa płynie grecka krew). Przypadek? Nie sądzę ;) (jak to mawiają prawicowi publicyści)

„Ultramaratończyk” to fascynująca i barwna historia. Z książek wydanych przez Wydawnictwo Galaktyka w ostatnim czasie (a czytałem jeszcze „14 minut” oraz „Ukrytą siłę”) gdybym miał wybrać tę jedną i polecić Wam do przeczytania bez wahania wybrałbym historię Karnazesa. Gorąco polecam! :)

Kilian Jornet „Biec albo umrzeć” – recenzja

kilianJuż po przeczytaniu wstępu do „Biec albo umrzeć” wiedziałem, że będę do tej książki wielokrotnie jeszcze wracał. Dlatego, że dwie pierwsze strony książki są mega motywujące do treningu i ciężkiej pracy. Więc w razie gdybym kiedyś łapał lenia spróbuję sięgnąć po „Biec albo umrzeć” – może uda się zwalczyć tego lenia.

Kilian Jornet to dwudziestokilkuletni hiszpański biegacz. Jest specjalistą do biegów ultra i od biegania po górach. Jego wyniki (zwłaszcza sposób w jaki bije rekordy, których nikt nie był w stanie pobić przez kilkanaście wcześniejszych lat) sprawiają, że może nam się wydawać, że jest to człowiek nie z tej planety. Kiedy jednak prześledzimy jego dzieciństwo i jego aktywności w tym czasie (z tego co pamiętam mając dopiero 6 lat już zdążył się wspiąć z rodzicami na swój pierwszy czterotysięcznik) powoli zaczynamy rozumieć, dlaczego przeciętny śmiertelnik nie może się z nim mierzyć.

W „Biec albo umrzeć” Kilian opowiada o swoim dzieciństwie, o tym jak wyglądają jego przygotowania do startów… i wreszcie opisuje jak wyglądały jego udziały w zawodach i próby bicia rekordów (np. w wbiegu na Kilimandżaro). Przedstawia przy tym swoją filozofię życia i podejście do treningu (w skrócie: jeśli chcesz być najlepszy musisz całe swoje życie podporządkować bieganiu). To, co według mnie warto sobie zapamiętać to, że „przegrywamy wtedy, kiedy przestajemy czerpać przyjemność z biegania„.

Kilian pisze w bardzo obrazowy i sugestywny sposób. Chyba jeszcze nie zetknąłem się z książką, w której tak ciekawie opisywane by były starty w zawodach. Zastanawiam się tylko czy Kilian pisał sam tę książkę, czy korzystał z usług jakiegoś ghost writera (dlatego, że książka po prostu jest zbyt dobrze napisana jak na sportowca… jeśli to Kilian tak sprawnie włada piórem to wyrazy uznania).

„Biec albo umrzeć” to jedna z ciekawszych książek o bieganiu wydanych w przeciągu ostatnich 2 lat. Gorąco polecam :)

I na koniec parę filmików z Kilianem (które na pewno zachęcą do przeczytania książki :) ).

Na pierwszym z nich opowiada o swoich przygotowaniach do biegów ultra:

Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądało zbieganie Kiliana ze szczyut Matterhorn:

I fragmenty podbiegu pod Kilimandżaro:

To wszystko robi wrażenie, co nie? :) Jeśli chcecie lepiej poznać Kiliana to polecam sięgnąć po artykuł z listopadowego numer miesięcznika Bieganie (choć dla osób, które przeczytały książkę nie będzie to zbyt odkrywczy tekst).

„Bieganie naturalne” – kolejna nowość książkowa

BieganieNaturalne_okladka

Dopiero co parę dni temu zacząłem publikować posty z cyklu „Subiektywne zestawienie najciekawszych książek o bieganiu” a już w międzyczasie na rynku pojawiła się nowa książka o tej tematyce. Mowa o „Bieganiu naturalnym”, pod którą podpisali się Danny Abshire i Brian Metzler. Książka została wydana przez wydawnictwo Buk Rower

Muszę przyznać, że już jakiś czas, kiedy bardziej zainteresował mnie temat biegania naturalnego rozważałem przeczytanie tej książki w oryginale… więc tym bardziej się cieszę, że pojawiła się na polskim rynku :) Po lekturze książki na pewno się z Wami podzielę wrażeniami.

To, co w książce może być wartościowe z mojego punktu widzenia to zwłaszcza opis ćwiczeń pozwalających się przygotować do biegania nową techniką. Z opisu książki (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Buk Rower) wynika bowiem, że:

Poza uzasadnieniem dla metody biegania naturalnego, Abshire przedstawia zestaw ćwiczeń, które pomogą w uzyskaniu odpowiedniej postawy, wzmocnią mięśnie i pomogą biegać bez kontuzjogennego uderzania piętą w podłoże. Autor analizuje przyczyny urazów i pokazuje, w jaki sposób zmodyfikować technikę, by biegać jak najszybciej bez obciążania organizmu. Dzięki zawartym w książce prostym testom sprawdzisz, jakie błędy popełniasz. Zweryfikuj, czy twoja postawa jest właściwa. Dowiedz się, na jakie urazy jesteś narażony i zapobiegaj im z pomocą ośmiotygodniowego planu treningowego zawartego w “Bieganiu naturalnym”. Po tym czasie poczujesz, że twoje ciało jest w harmonii z ziemią, poruszasz się z łatwością, przeskakując praktycznie bez wysiłku od startu do mety.

Brzmi obiecująco prawda? :) Sam mam jeszcze spore braki w technice mojego biegania (w kontekście biegania naturalnego), więc jestem naprawdę ciekaw ćwiczeń propowanych przez autorów „Biegania naturalnego”.

Subiektywne zestawienie najciekawszych książek o bieganiu (cześć 2)

booksDziś druga część obiecywanego ostatnio zestawienia najciekawszych książek o bieganiu.

Na początek rekomendacja Kuby autora bloga Formatownia.pl:

Tim Rogers „Mój pierwszy maraton” – jest to najbardziej zwięzły poradnik dla tych, którzy chcą postawić pierwsze kroki w bieganiu. Pozbawiony nadmiaru wiedzy, dzięki czemu nie wywołuje popłochu pt. „Boże! Bieganie to taki skomplikowany sport!”. Może zbyt mocno osadzony w brytyjskich realiach, ale na pewno jeden z lepszych prezentów dla osób, które nie biegają i chcą poznać podstawy biegowego świata. Dobry prolog do Skarżyńskiego lub Danielsa.

Murakamiego poleca Wam Kasia autorka bloga Run the world!:

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Jest to książka, która po tygodniach zwątpienia i braku ruchu, pomogła mi ruszyć tyłek i na nowo rozkochać się w bieganiu. Od tamtej pory polecam ją wszystkim, którzy tracą motywację.

I opinia Emilii twórczyni Przyjemności biegania:

Łukasz Grass „Trzy mądre małpy” – za to, że przyczyniła się do popularyzacji triathlonu w Polsce. I za to, że to inspirująca książka dla wszystkich, którzy, łączą codzienne obowiązki z pasją. Bo to lektura nie tylko o triathlonie, ale także o tym, że warto dbać o jakość życia. I chociaż Łukasz Grass nie podaje gotowych recept na motywację, dobrą organizację czasu i żelazną wolę, bardzo inspiruje.

Już za parę dni kolejna część zestawienia :)

Link do pierwszej części zestawienia tutaj