Sponsored Post Learn from the experts: Create a successful blog with our brand new courseThe WordPress.com Blog

WordPress.com is excited to announce our newest offering: a course just for beginning bloggers where you’ll learn everything you need to know about blogging from the most trusted experts in the industry. We have helped millions of blogs get up and running, we know what works, and we want you to to know everything we know. This course provides all the fundamental skills and inspiration you need to get your blog started, an interactive community forum, and content updated annually.

Bieg Niepodległości w Warszawie (2013) – fotorelacja

I po tegorocznym Biegu Niepodległości. Piękna słoneczna pogoda (jak zwykle 11 listopada chciałoby się napisać), miło spędzony czas, udany bieg z nową życiówką na 10 kilometrów. Czego chcieć więcej? Dłuższa relacja lada dzień, na początek kilka zdjęć.

Zdjęcie0054Tutaj tuż przed biegiem z siostrą (dla, której to ile się nie mylę drugie zawody na 10 km w życiu… Magda mimo, że nie jest regularną biegaczką, bo preferuje raczej inne aktywności sportowe, nie miała specjalnych problemów żeby pobiec w okolicach 57 minut).

IMG_1502 Jak co roku na trasie pojawił się zabytkowy samochód z sobowtórem Marszałka Piłsudskiego.

IMG_1503Tutaj jedni z pierwszych startujących biegaczy.

IMG_1507Już po biegu z medalem i nową życiówką :)

Zdjęcie0072I zbieramy się powoli po biegu (na zdjęciu z wierną kibicką – żoną).

Zdjęcie0081Niestety zabrakło koszy na śmieci przez co wracając z biegu można było się natknąć na takie widoki (nauczka na przyszły rok).

IMG_1514Dzisiejszego dnia znane warszawskie centrum handlowe Arkadia zostało opanowane przez biegaczy :) (za sprawą dostępnych parkingów dla uczestników BN w podziemiach Arkadii)

Rozruch przed Biegiem Niepodległości

Już jutro Bieg Niepodległości. Zgodnie z planem to bieg, w którym planuję pobić swój rekord życiowy na 10 km (47:33). Nie wyobrażam sobie, żeby mi się to nie udało… pytanie tylko czy zejdę poniżej 46 minut, czy jeszcze na to za wcześnie.

Dziś dzień przed zawodami zrobiłem mały rozruch. Najpierw około 6 km lekkiego biegania, a później jeszcze 3 krótkie odcinki rytmowe (biegane szybko, ale dość luźno). Pogoda zapowiada się idealna (około 7 stopni). Zdrowie dopisuje. Muszę się tylko wyspać bo dwie ostatnie noce lekko zabalowałem… ale będzie dobrze :) Forma chyba przyzwoita… co wnioskuję na podstawie… pulsu. Dziś na ciśnieniomierzu wyszedł mi puls w okolicach 50 paru… Lekko zdębiałem bo nigdy wcześniej nie widziałem u siebie wskazania poniżej 60 (nawet jeśli mierzyłem puls tuż po przebudzeniu). Miłe zaskoczenie :) Gorzej tylko z wagą… która od ostatniego biegu spadła ale tylko do 83 kg (czyli ciągle plus 2 kilo w porównaniu z zeszłorocznymi zawodami). Ale to nie jest na tyle duża różnica, żeby się martwić.

Jeśli chodzi o jutrzejszy Bieg Niepodległości w Warszawie… kto z Was się jutro wybiera? Jaki czas atakujecie?

Dziś na rozruchu w bluzie, którą ostatnio dostałem do testów od Nike’a (z nowej kolekcji jesienno zimowej).

Niby normalna bluzka (a może lepiej by było napisać bluza… chociaż jest na tyle cienka, że jednak trzymałbym się określenia bluzka)…

20131110076A jednak coś sprawia, że mając do wyboru teraz inną podobnego typu bluzę Adidasa to z nich dwóch wybiorę produkt firmy Nike. Głównie za sprawą użytego materiału (podobno jest to ocieplany wariant Dri-Fit), który jest zarazem cienki i lekki, a z drugiej strony sprawia wrażenie ciepłego i bardzo przyjemnego w dotyku. A przy tym dobrze oddychającego i oddającego wilgoć.

20131110077Nie miałem jeszcze tej bluzki na dłuższym treningu, ale z tego co czuję po pierwszych biegach to nie ma w niej żadnych elementów, które mogłyby np. obcierać.

20131110078

To, co mi się dodatkowo podoba (chociaż to dość często spotykany element w bluzach i kurtkach) to przedłużone rękawy. Dziś na początku treningu kiedy w dłonie mogłoby mi być chłodno, dzięki temu, że wystawały mi właściwie same palce nie potrzebowałem rękawiczek.

20131110079

Fajny, wysoki kołnierz sprawia, że bluzka zapewne sprawdzi się zarówno w sytuacji kiedy będzie trochę bardziej wiało, jak i trafi się na cieplejszy dzień, kiedy będzie można rozsunąć trochę bluzę (suwak jest naprawdę długi, więc dobra wentylacja gwarantowana).

20131110080

Nie wiem na ile bluzka sprawdza się pod względem widoczności (chociaż jak widać na zdjęciu posiada elementy odblaskowe)… ale podejrzewam, że zgodnie z duchem całej kolekcji jesienno zimowej od Nike’a i o tym projektanci pomyśleli.

Z tego co udało mi się sprawdzić to w sklepach bluza jest dostępna jako NIKE DRI-FIT KNIT LONGSLEEVE HALF-ZIP. Jedyne co może lekko odstraszać to cena… ale gdybyście widzieli tę bluzę w jakiejś promocji to gorąco polecam! Mając do wyboru kupno dwóch bluz niższej jakości bądź tej jednej od Nike’a z moim raczej minimalistycznym podejściem (trochę to śmiesznie brzmi, kiedy pisze to osoba mająca pełną ciuchów biegowych szafę… ale głównie za sprawą koszulek startowych) ja pewnie wybrałbym tę jedną od Nike’a. Tak mogę napisać po przetestowaniu jej w terenie… bez wcześniejszych testów pewnie trudno by mi było podjąć taką decyzję…

A wracając do jutrzejszych zawodów… Trzymajcie za mnie jutro kciuki… ja też za Was będę :)

Dean Karnazes „Ultramaratończyk” – recenzja

ultramaratonczyk-b-iext23095221Dean Karnazes „Ultramaratończyk. Poza granicami wytrzymałości”

Historia Karnazesa to kolejna z historii, w której bieganie odmieniło czyjeś życie i pozwoliło zrozumieć jego sens. Karnazes biegał już od lat nastoletnich (co więcej trenował bieganie)… ale jak to często bywa w pewnym momencie porzucił ten sport i pochłonęło go „normalne” życie. Nauka, później praca, dom… Wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery przychodziło mu z łatwością. Nie miał (tak jak np. Roll bohater „Ukrytej siły”) przy tym żadnych poważnych problemów życiowych takich jak uzależnienie od alkoholu. A jednak kończąc swoje 30 lat czuł, że coś jest nie tak. Czuł, że wygrywanie nowych kontraktów w pracy, które przynosiłu mu wysoką premię, to nie jest to co go nakręca, uszczęśliwia. Powoli zaczął przestawać widzieć w tym wszystkim sens.

Pomogło mu (a jakże, chyba nie jesteście specjalnie zaskoczeni) – BIEGANIE. Po kilkunastu latach wrócił do sportu, który porzucił w okolicach 15 roku życia. Bieganie pozwoliło Karnazesowi uwolnić myśli, odstresować się, poczuć, że naprawdę żyje. Dość szybko odkrył, że największą frajdę sprawiają mu długie wycieczki (kiedy to może przebiec z jednego miasta do drugiego, po drodze wstępując na… pizzę – szczegółów tej zabawnej historii nie chcę Wam zdradzać, bo to bardzo fajny fragment książki). Nie pamiętam teraz dokładnie z jakiego powodu, ale w pewnym momencie Karnazes zdaje sobie sprawę, że jego przeznaczeniem są biegi ultra (do słynnego wyścigu 100 milowego w Western States zaczyna trenować za sprawą dwóch wojskowych biegaczy, którzy przy okazji jednego z treningów, spowodowali, że Karnazes któremu się wydawało, że jest w fantastycznej formie, wręcz się zawstydził porównując ich trening ze swoim).

Wejście w świat ultra nie było wcale takie łatwe… pierwsze zawody ultra (z dystansem w okolicach 80 km) były dla niego wykańczające. Podejrzewam, że po jednych z pierwszych zawodów, które to skończył wymiotując w samochodzie, miał zupełnie dosyć biegów ultra. A jednak zawzięcie siła woli sprawiły, że Karnazes przygotował się do biegu Western States i jak na debiutanta zajął w nim dobre miejsce. Później poszło z górki (takie można mieć wrażenie) – Karnazes podejmował coraz to bardziej szaleńcze wyzwania – Bieg w Dolinie Śmierci, maraton na Biegunie Południowym, udział w sztafecie, której zadaniem było przebiec 320 km (Karnazes powinien startować w kilku osobowym zespole… a on przebiegł ten dystans sam!).

I znów można mieć wrażenie, że mamy z człowiekiem nie z tej planety… Z jednej strony pewnie jest dużo racji w tym spostrzeżeniu, ale z drugiej strony nie możemy zapominać o kryzysach, które spotykały Karnazesa. Każde z opisanych wyzwań było okupione olbrzymim zmęczeniem i bólem. To nie jest tak, że Karnazes rusza z kopyta i bez problemu robi te 320 km… zdecydowanie nie. To, co sprawia, że mimo ogromnego bólu i zmęczenia, kiedy już w pewnym momencie biegu organizm odmawia posłuszeństwia, on dalej walczy to fakt, że biega sercem. Najczęściej mówi się o bieganiu głową… Karnazes z kolei akcentuje „biegaj sercem” (chociaż w zasadzie chodzi o to samo).

Tak sobie pomyślałem pisząc te recenzję, że wielu amerykańskich biegaczy (czy to Jurek, czy Salazar czy Karnazes) to osoby, które co prawda wychowały się bądź spędziły większość swojego życia w Ameryce, ale zarazem to osoby, których rodziny stosunkowo niedawno się przeniosły do Ameryki (dziadkowe Jurka mówili po polsku, ojciec Salazara uciekł w latach 50-tych z Kuby, a w żyłach Karnazesa płynie grecka krew). Przypadek? Nie sądzę ;) (jak to mawiają prawicowi publicyści)

„Ultramaratończyk” to fascynująca i barwna historia. Z książek wydanych przez Wydawnictwo Galaktyka w ostatnim czasie (a czytałem jeszcze „14 minut” oraz „Ukrytą siłę”) gdybym miał wybrać tę jedną i polecić Wam do przeczytania bez wahania wybrałbym historię Karnazesa. Gorąco polecam! :)

Kilian Jornet „Biec albo umrzeć” – recenzja

kilianJuż po przeczytaniu wstępu do „Biec albo umrzeć” wiedziałem, że będę do tej książki wielokrotnie jeszcze wracał. Dlatego, że dwie pierwsze strony książki są mega motywujące do treningu i ciężkiej pracy. Więc w razie gdybym kiedyś łapał lenia spróbuję sięgnąć po „Biec albo umrzeć” – może uda się zwalczyć tego lenia.

Kilian Jornet to dwudziestokilkuletni hiszpański biegacz. Jest specjalistą do biegów ultra i od biegania po górach. Jego wyniki (zwłaszcza sposób w jaki bije rekordy, których nikt nie był w stanie pobić przez kilkanaście wcześniejszych lat) sprawiają, że może nam się wydawać, że jest to człowiek nie z tej planety. Kiedy jednak prześledzimy jego dzieciństwo i jego aktywności w tym czasie (z tego co pamiętam mając dopiero 6 lat już zdążył się wspiąć z rodzicami na swój pierwszy czterotysięcznik) powoli zaczynamy rozumieć, dlaczego przeciętny śmiertelnik nie może się z nim mierzyć.

W „Biec albo umrzeć” Kilian opowiada o swoim dzieciństwie, o tym jak wyglądają jego przygotowania do startów… i wreszcie opisuje jak wyglądały jego udziały w zawodach i próby bicia rekordów (np. w wbiegu na Kilimandżaro). Przedstawia przy tym swoją filozofię życia i podejście do treningu (w skrócie: jeśli chcesz być najlepszy musisz całe swoje życie podporządkować bieganiu). To, co według mnie warto sobie zapamiętać to, że „przegrywamy wtedy, kiedy przestajemy czerpać przyjemność z biegania„.

Kilian pisze w bardzo obrazowy i sugestywny sposób. Chyba jeszcze nie zetknąłem się z książką, w której tak ciekawie opisywane by były starty w zawodach. Zastanawiam się tylko czy Kilian pisał sam tę książkę, czy korzystał z usług jakiegoś ghost writera (dlatego, że książka po prostu jest zbyt dobrze napisana jak na sportowca… jeśli to Kilian tak sprawnie włada piórem to wyrazy uznania).

„Biec albo umrzeć” to jedna z ciekawszych książek o bieganiu wydanych w przeciągu ostatnich 2 lat. Gorąco polecam :)

I na koniec parę filmików z Kilianem (które na pewno zachęcą do przeczytania książki :) ).

Na pierwszym z nich opowiada o swoich przygotowaniach do biegów ultra:

Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądało zbieganie Kiliana ze szczyut Matterhorn:

I fragmenty podbiegu pod Kilimandżaro:

To wszystko robi wrażenie, co nie? :) Jeśli chcecie lepiej poznać Kiliana to polecam sięgnąć po artykuł z listopadowego numer miesięcznika Bieganie (choć dla osób, które przeczytały książkę nie będzie to zbyt odkrywczy tekst).

„Bieganie naturalne” – kolejna nowość książkowa

BieganieNaturalne_okladka

Dopiero co parę dni temu zacząłem publikować posty z cyklu „Subiektywne zestawienie najciekawszych książek o bieganiu” a już w międzyczasie na rynku pojawiła się nowa książka o tej tematyce. Mowa o „Bieganiu naturalnym”, pod którą podpisali się Danny Abshire i Brian Metzler. Książka została wydana przez wydawnictwo Buk Rower

Muszę przyznać, że już jakiś czas, kiedy bardziej zainteresował mnie temat biegania naturalnego rozważałem przeczytanie tej książki w oryginale… więc tym bardziej się cieszę, że pojawiła się na polskim rynku :) Po lekturze książki na pewno się z Wami podzielę wrażeniami.

To, co w książce może być wartościowe z mojego punktu widzenia to zwłaszcza opis ćwiczeń pozwalających się przygotować do biegania nową techniką. Z opisu książki (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Buk Rower) wynika bowiem, że:

Poza uzasadnieniem dla metody biegania naturalnego, Abshire przedstawia zestaw ćwiczeń, które pomogą w uzyskaniu odpowiedniej postawy, wzmocnią mięśnie i pomogą biegać bez kontuzjogennego uderzania piętą w podłoże. Autor analizuje przyczyny urazów i pokazuje, w jaki sposób zmodyfikować technikę, by biegać jak najszybciej bez obciążania organizmu. Dzięki zawartym w książce prostym testom sprawdzisz, jakie błędy popełniasz. Zweryfikuj, czy twoja postawa jest właściwa. Dowiedz się, na jakie urazy jesteś narażony i zapobiegaj im z pomocą ośmiotygodniowego planu treningowego zawartego w “Bieganiu naturalnym”. Po tym czasie poczujesz, że twoje ciało jest w harmonii z ziemią, poruszasz się z łatwością, przeskakując praktycznie bez wysiłku od startu do mety.

Brzmi obiecująco prawda? :) Sam mam jeszcze spore braki w technice mojego biegania (w kontekście biegania naturalnego), więc jestem naprawdę ciekaw ćwiczeń propowanych przez autorów „Biegania naturalnego”.

Subiektywne zestawienie najciekawszych książek o bieganiu (cześć 2)

booksDziś druga część obiecywanego ostatnio zestawienia najciekawszych książek o bieganiu.

Na początek rekomendacja Kuby autora bloga Formatownia.pl:

Tim Rogers „Mój pierwszy maraton” – jest to najbardziej zwięzły poradnik dla tych, którzy chcą postawić pierwsze kroki w bieganiu. Pozbawiony nadmiaru wiedzy, dzięki czemu nie wywołuje popłochu pt. „Boże! Bieganie to taki skomplikowany sport!”. Może zbyt mocno osadzony w brytyjskich realiach, ale na pewno jeden z lepszych prezentów dla osób, które nie biegają i chcą poznać podstawy biegowego świata. Dobry prolog do Skarżyńskiego lub Danielsa.

Murakamiego poleca Wam Kasia autorka bloga Run the world!:

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Jest to książka, która po tygodniach zwątpienia i braku ruchu, pomogła mi ruszyć tyłek i na nowo rozkochać się w bieganiu. Od tamtej pory polecam ją wszystkim, którzy tracą motywację.

I opinia Emilii twórczyni Przyjemności biegania:

Łukasz Grass „Trzy mądre małpy” – za to, że przyczyniła się do popularyzacji triathlonu w Polsce. I za to, że to inspirująca książka dla wszystkich, którzy, łączą codzienne obowiązki z pasją. Bo to lektura nie tylko o triathlonie, ale także o tym, że warto dbać o jakość życia. I chociaż Łukasz Grass nie podaje gotowych recept na motywację, dobrą organizację czasu i żelazną wolę, bardzo inspiruje.

Już za parę dni kolejna część zestawienia :)

Link do pierwszej części zestawienia tutaj

Subiektywne zestawienie najciekawszych książek o bieganiu (część 1)

booksKiedy zaczynałem biegać (może to nie było aż tak dawno bo tylko niecałe 3 lata temu w 2011 roku) i szukałem w Empiku jakichś książek o bieganiu to natrafiałem na pustą półkę. Z tego co pamiętam to pierwsze książki Skarżyńskiego musiałem zamawiać bezpośrednio od autora. Minęły niecałe 3 lata, bieganie stało się trochę bardziej popularnym sportem… ale prawdziwy boom nastąpił na rynku wydawniczym. W bieżącym roku gdyby zliczyć liczbę premier książkowych pewnie by wyszło, że średnio raz w miesiącu pojawia się w sprzedaży nowa książka o tematyce biegowej. A kiedy zaglądam w Empiku do działu z książkami sportowymi to cała półka jest zajęta książkami o bieganiu.

Jak się odnaleźć w tym natłoku książek? Które książki warto przeczytać w pierwszej kolejności? Które pozycje są najbardziej wartościowe? Samemu trudno odpowiedzieć na te wszystkie pytania, dlatego zaprosiłem innych biegających blogerów do stworzenia zestawienia najciekawszych książek o bieganiu. W pierwszym momencie myślałem, że warto będzie się ograniczyć do ostatnich 2 lat… ale w miarę upływu czasu, kiedy dostawałem kolejne rekomendacje zauważyłem, że wiele wartościowych książek ukazało się trochę wcześniej (stąd te pozycje również zostały umieszczone w tym zestawieniu).

Dziś pierwsza część zestawienia – kolejna (a może kolejne) już wkrótce :)

Moja rekomendacja:

Scott Jurek „Jedz i biegaj” – za to, że dzięki tej książce wielu biegaczy w Polsce zaczęło zmieniać swoje nastawienie do kuchnii wegetariańskiej i wegańskiej. Słowa Jurka zapadają w pamięć – pewnie nie jeden z nas sobie teraz powtarza maksymę „czasem tak trzeba”. Na mój wybór miał również wpływ fakt, iż Scott Jurek pojawił się z wizytą w naszym kraju w ramach promocji książki i okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem.

Rekomendacja Radka autora bloga Radek Biega:

Jerzy Skarżyński „Biegiem przez życie” – polecam ją jako profesjonalnie przedstawiony zbiór istotnych informacji dla osób, które rozpoczynają przygodę z bieganiem, ale i tych którzy mają już wiele kilometrów w nogach. Znajdziemy w niej informacje na temat sprzętu, żywienia, fizjologii, planów treningowych, kontuzji oraz wskazówek jak ograniczyć ich występowanie.

Rekomendacja Avy autorki bloga Do przodu i w górę:

W tym roku miałam okazję przeczytać kilka naprawdę świetnych książek o bieganiu, jednak chyba najbardziej zapadła mi w pamięć „Bez Ograniczeń” czyli autobiografia triatlonistki Chrissy Wellington. Czytałam różne recenzje tej książki – od entuzjastycznych do wytykających, że to słaba literatura, że o anorektyczce z problemami, itd. Może faktycznie opowieść Chrissy nie zdobędzie Pulitzera, ale mnie pozostawiła w głowie olbrzymią dawkę optymizmu, motywacji i wiary w to, że jeśli głowa chce walczyć, to ciało jej posłucha. Przed zejściem z trasy półmaratonu, gdy naprawdę źle się czułam, powstrzymało mnie właśnie przywołanie w myślach niesamowitej walki Chrissy z jej własną „psychą” w zawodach Ironmana na Hawajach.

Rekomendacja Ewy autorki bloga It’s fine I ran today:

Chrissie Wellington „Bez ograniczeń” – Blisko 300 stron o niezwykłej pasji, determinacji i talencie, dzięki którym Chrissie, triathlonowa terminatorka, pokonała wieloletnie kompleksy i dziś znana jest jako czterokrotna mistrzyni świata w Ironmanie. Książka szczególnie mi bliska, bo o niezwykłych wyczynach i walce Chrissie czytałam po operacji, kuśtykając o kulach i marząc o powrocie do sportu.

Kolejne rekomendacje już wkrótce :) A dla Was która z książek o bieganiu/sporcie ma unikalny charakter i dobrze Wam zapadła w pamięć?

Nike Pegasus+ 30 – wrażenia po 100 km (recenzja)

Nike Pegasus+ 30 Około 2 miesiące temu zacząłem biegać w najnowszym modelu butów Pegasus 30. Od tego czasu przebiegłem w nich mniej więcej 100 km na różnych trasach, na treningach i zawodach więc pora na opis moich poszerzonych doświadczeń z tymi butami.

Pierwszy bieg

Pamiętam, że od pierwszego momentu, kiedy założyłem Pegasusy zwróciłem uwagę na ich wygodę. Dopasowują się do stopy niemal idealnie. Z innych recenzji, które pobieżnie przeglądałem kojarzę, że część osób pisze, że but jest dość szeroki… co mnie trochę zdziwiło bo kiedy pierwszy raz zakładałem Pegasusy miałem wrażenie, że są stosunkowo wąskie (a może po prostu węższe od Lunarglide 4, w których wcześniej najwięcej biegałem?). Wygoda, wygodą ale pytanie czy but nie robi się kapciowaty? Ja takich odczuć nie miałem. Poziom amortyzacji jak na mój gust jest w sam raz dla takiego modelu butów jak Pegasusy. Według informacji pochodzących od Nike za amortyzację odpowiada technologia Nike Air Zoom w postaci poduszki gazowej. O ile dobrze pamiętam, w czasie pierwszego biegu miałem wrażenie, że buty są dość dynamiczne (oczywiście jeśli porównujemy je z konkurencją w podobnej kategorii wagowej – Pegasusy w rozmiarze 9 US ważą według informacji od producenta 292 g).

Pegasusy na asfalcie… i w lesie

Pegasusy ze względu na swoją amortyzacją były z pewnością projektowane dla osób, które większość treningów realizują na asfalcie/betonie… nie mniej jednak w lesie sprawdzają się równie dobrze. Zetknąłem się z opinią, że te buty nie nadają się do biegania w terenie bo amortyzacja zabija czucie podłoża. Na pewno w Pegasusach nie będziemy czuli tak dobrze podłoża jak np. w butach ważących 50 gramów mniej czy obuwiu minalistycznym, ale to nie oznacza, że biegając w tych butach musimy zrezygnować z treningów w lesie. Ja sporą część treningów realizuję na miękkim podłożu i nie miałem wrażenia, żeby Pegasusy w jakiś posób mi przeszkadzały.

Pegasusy na treningach i zawodach

Biegając w Pegasusach realizowałem bardzo różne treningi. Od długich wybiegań, przy których ważne jest żeby stopa w żaden sposób się nie obcierała, ani żeby nie tworzyły się odciski, przez szybkie treningi interwałowe, przy których amortyzacja ma mniejsze znaczenie, a ważne jest to, żeby but był dynamiczny. W obu tych przypadkach Pegasusy sprawiły się naprawdę dobrze (zwłaszcza przy długich wybieganiach po których nie miałem żadnych problemów ze stopami). Zabrałem Pegasusy na tegoroczne Biegnij Warszawo – życiówki na 10 km nie zrobiłem, ale to chyba bardziej wina słabszej formy – w żadnym wypadku nie czułem, żeby buty mnie jakoś hamowały.

Estetyka buta

Jak widać na własnoręcznie zrobionym zdjęciu powyżej (mam na myśli to, że zupełnie inaczej mogą wyglądać buty na zretuszowanych zdjęciach a inaczej w rzeczywistości) buty prezentują się naprawdę ładnie. Początkowo trochę odrzucała mnie ten róż z tyłu buta… ale z czasem to całe zestawienie kolorów przypadło mi do gustu. Oceniając estetykę buta zawsze się zastanawiam czy dany but poza bieganiem jeszcze do czegoś może się nadać (ostatnimi czasy zdarza się to coraz rzadziej ale niegdyś niektóre buty biegowe wyglądały po prostu obciachowo) – w Pegasusach spokojnie można wyskoczyć np. na siłownię bez obaw o krytyczne spojrzenia.

Inne informacje

W lewym bucie znajduje się miejsce na sensor NIKE+. Jeśli chodzi o cenę to tuż po premierze Pegasusy można było kupić w cenie 429  PLN (cena za Centrum Biegowe Ergo) – ale dziś szperając w Internecie natrafiłem na Pegasusy w cenie 365 PLN. Zwłaszcza w tej drugie cenie Pegasusy mają naprawdę dobry stosunek jakości do ceny. Co do wytrzymałości buta… takie rzeczy dopiero wychodzą po kilkuset kilometrach. Póki co po 2 miesiącach i 100 kilometrach buty wyglądają jak nowe (mimo, że ich nie oszczędzałem bo wbiegając do lasu nie zastanawiałem się czy się pobrudzą w błocie). Buty są przeznaczone dla biegaczy ze stopą neutralną i supinatorów – ja jestem lekkim pronatorem, ale z tego powodu nie czułem, żeby buty jakoś mi nie pasowały.

Podsumowanie

Podobnie jak w przypadku innych cenionych przeze mnie butów od Nike’a – Lunarglide 4 kiedy myślę o Pegasusach nasuwa mi się to samo słowo – uniwersalne. Pegasusy to buty, w których można zrobić i długie wybieganie i szybszy interwałowy trening. Są dedykowane na asfalt… ale nie ma powodów, żeby biegając w nich rezygnować z treningów w terenie. Dla osób, które poszły w stronę butów minimalistycznych, mogą być zbyt dobrze amortyzowane (przez co tracą na wadze) dlatego zapewne w pierwszej kolejności zainteresują biegaczy ze słabszą techniką i tych ważących ponad 80 kg. Spośród różnych butów, w których do tej pory biegałem Pegasusy prezentują się naprawdę dobrze… dlatego jeśli jesteście w trakcie podejmowania decyzji o zakupie nowych butów to testując w sklepie na bieżni różne modele butów rozważcie wypróbowanie Pegasusów+ 30.

Jeśli chodzi o mnie to odkąd otrzymałem Pegasusy do testów stały się one najczęściej wybieraną przeze mnie na treningi parą butów biegowych :)

Buty dla Afryki – kolejna edycja akcji

buty dla afryki  Nie wiem czy pamiętacie ale ponad rok temu pisałem o akcji Buty dla Afryki. Temat znów powraca, bo szykuje się kolejna edycja tej akcji.

O co chodzi?

Jeśli macie zniszczone buty do biegania, w których juz prawie nie biegacie, jeśli macie buty z których prawie nie korzystacie (bo są niewygodne/bo Wam się nie podobają/bo macie inne lepsze buty) a nie chcecie żeby się marnowały i kurzyły leżąc w szafce to macie możliwość podarowania ich komuś, dla kogo będą one niezwykłym prezentem. Buty są wysyłane w zbiorczej paczce do do Afryki. Jak piszą organizatorzy akcji:

W Afryce chodzenie w butach pozwala unikać i zapobiegać zarażeniu różnymi pasożytami, w tym tak groźnego dla zdrowia tęgoryjca z rodziny nicieni. Jest to także jeden ze sposobów na promocję zdrowego stylu życia. Buty nie są rozdawane, ale są zachętą i nagrodą w licznych programach edukacyjnych i zawodach sportowych. Stanowią motywację, nie jałmużnę. To ważny element szeroko pojętego systemu edukacji społecznej w Afryce.

Ja w zeszłym roku wysłałem do Afryki swoją pierwszą parę butów biegowych… w tym roku wyśle na pewną kolejną (a być może nawet dwie… bo po co trzymać w domu buty, z których nie korzystałem już od paru miesięcy skoro w łatwy sposób mogę je przekazać komuś, komu bardziej się przydadzą?).

Więcej informacji o akcji i aktualne info znajdziecie na Facebooku tutaj.

W tym roku buty wysyłka butów jest planowana na 24 listopada (w Warszawie). Do tego czasu można zostawiać buty u partnera akcji – w sklepie Sport Guru na warszawskim Gocławiu.